Wychowanie i wykształcenie dziecka kosztuje obecnie około 200 tysięcy – wynika z badań zaprezentowanych w trakcie konferencji pod nazwą „Godzenie ról zawodowych i rodzicielskich przez kobiety”, która odbyła się 16 grudnia w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Opolskiego.
Czy to jedyny powód tak niskiej dzietności opolskich kobiet? Z tychże badań bowiem wynika, że na tysiąc kobiet w wieku od 15 do 49 lat przypada zaledwie 35 żywych urodzeń, podczas gdy w kraju – 44. Opolskie zajmuje pod tym względem ostatnie miejsce w Polsce.
Marszałek województwa opolskiego, Józef Sebesta, otwierając konferencję nie krył niepokoju: -
Jest nas w województwie około miliona mieszkańców. Mamy największy udział w migracji zarobkowej. Na 320-330 tysięcy osób zatrudnionych w opolskiej gospodarce, około 120 tysięcy pracuje poza granicami. A to oznacza zdekompletowane rodziny. Co powinniśmy zrobić i w jakim kierunku pójść, by zniwelować lub choć ograniczyć skutki tak dużej depopulacji? – pytał.
Dlaczego Opolanki nie rodzą dzieci? Prawie 54 proc. z nich wskazywało, że powstrzymywały je wysokie koszty utrzymania dziecka, 32 proc. mówiło, iż dziecko utrudni utrzymanie bądź znalezienie pracy, prawie 30 proc. jako przyczynę podało warunki mieszkaniowe.
Firma Dyspersja, która na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego przeprowadzała badania, zapytała też pracodawców, czy stosują rozwiązania ułatwiające wykonywanie pracy matkom małych dzieci. 63 proc, z nich przyznało, że nie stosuje żadnych rozwiązań, 31 proc. uelastyczniło czas pracy, a 15 proc. zmniejszyło czas pracy młodej matki.
Zarówno kobiety, jak i pracodawcy uważają, że władze samorządowe i państwowe powinny wspierać matki pracujące w godzeniu ich obowiązków zawodowych z macierzyńskimi. Jak? Między innymi poprzez poprawę dostępności placówek opieki nad dziećmi – więcej miejsc w przedszkolach i żłobkach, wydłużenie czasu ich pracy. Poprzez promowanie podejmowania przez kobiety pracy w zawodach uznanych tradycyjnie za „męskie”, choć faktycznie nie stanowiące obciążenia dla tych, którzy w nich pracują.
Socjolog doktor Danuta Berlińska uważa, że konieczne jest ustawiczne kształcenie, które pozwoli kobietom elastycznie dostosować się do potrzeb rynku pracy. – Trzeba też przełamać stereotypy, z którymi stykamy się od dzieciństwa. Już w sklepie z zabawkami mamy podział na strefę różową (dziewczynki) i niebieską (chłopcy). A podręczniki dla najmłodszych tylko ten stereotyp utrwalają „Mama gotuje”, „Tata pracuje” – zauważa dr Berlińska.
Prof. Agata Zagórowska z Politechniki Opolskiej, zwraca uwagę na to, iż wiele młodych matek do tej pory w opiece nad dzieckiem korzystało z instytucji babć, tymczasem zgodnie z zapowiedziami babcie mają pracować do 67 roku życia. Wnukami się więc nie zajmą.
Prof. Małgorzata Fuszara kierownik Gender Studies Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, mówi, iż w pewnym okresie swego życia kobieta obciążona jest podwójnie – z jednej strony opieką nad dzieckiem, z drugiej nad starymi rodzicami, którzy też wymagają troski i poświęcenia im czasu. – Pracodawcy – zauważa – chętniej opłacą załodze zajęcia w klubie fitness niż dopłacą do opieki nad dzieckiem.
Janusz Wójcik, doradca marszałka, uważa, że niezbędna jest pomoc pracodawcom. – Na Opolszczyźnie mamy przewagę małych firm. Dla jednoosobowego przedsiębiorstwa kilkumiesięczna absencja oznacza zamknięcie działalności, a dla dwuosobowego nieobecność jednej osoby, to dramat. Bez szeroko rozumianej pomocy publicznej się nie obędzie – mówi.
Demograf prof. Robert Rauziński twierdzi, że polskie rodziny chcą mieć dzieci, ale żeby je mieć musi pracować i mama i tata. A z dostępem do pracy różnie bywa. – Trzeba zastosować wiele elementów polityki zmierzającej do zwiększenia dzietności, ale są one kosztowne i nie zawsze przynoszą efekty. Dzietność będzie nam spadać, bo liczba kobiet w wieku rozrodczym maleje – prorokuje profesor.
MS