"Urbanista ukazywał się równo sześć lat, wydaliśmy 72 numery, prawie 3 tys. stron druku... naszą rolą było raczej stworzenie płaszczyzny dialogu dla środowiska zawodowego i pomoc w skutecznej realizacji jego zadań. Także pomoc tym, którzy ten zawód obrali sobie za przedmiot studiów. Myślę, że w tym zakresie czegoś tam udało się dokonać…" - zapraszamy do lektury wywiadu z Ludwikiem Biegański, redaktorem miesięcznika Urbanista.
Adam Radzimski : Miesięcznik „Urbanista” ukazywał się przez prawie siedem lat. Jak wspomina Pan ten okres?
Ludwik Biegański: Urbanista ukazywał się równo sześć lat, wydaliśmy 72 numery, prawie 3 tys. stron druku, ale cała przygoda rozpoczęła się ponad półtora roku wcześniej i tamten okres wspominam najlepiej; najpierw trudne przekonywanie do samej idei, później konieczność zorganizowania nowego podmiotu gospodarczego – wydawcy pisma, wreszcie prace nad profilem, lay-outem, materiałami do pisma, kompletowanie zespołu redakcyjnego. Po jakimś czasie oczekiwanie na pierwsze reakcje…
W jaki sposób Pana zdaniem miesięcznik wpłynął na stan gospodarki przestrzennej w Polsce? Czy świadomość zagrożeń ładu przestrzennego w społeczeństwie zwiększa się?
Warto przypomnieć, że pismo powstawało równolegle i nie bez związku z szeregiem ważnych wydarzeń w naszej dziedzinie: przede wszystkim z powołaniem Izby Urbanistów (ustawą z dnia 15 grudnia 2000 r. o samorządach zawodowych architektów, inżynierów budownictwa oraz urbanistów), uchwaleniem koncepcji polityki przestrzennego zagospodarowania kraju (uchwała sejmu z 2000 roku opublikowana dnia 17 sierpnia 2001 w MP) oraz długo dyskutowana i wreszcie uchwalona przez sejm w marcu 2003 roku ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Te wydarzenia pozwalały sądzić, że zmienia się stosunek polityków do gospodarki przestrzennej i że odzyskuje ona należne jej miejsce wśród najważniejszych dla kraju problemów. Wrażenie okazało się niestety złudne, a Izba Urbanistów zignorowała nasz miesięcznik całkowicie… To oddziaływanie na polską gospodarkę przestrzenną było więc mniejsze niż zakładaliśmy, ale nie było naszą ambicją bezpośrednie docieranie do opinii publicznej. Naszą rolą było raczej stworzenie płaszczyzny dialogu dla środowiska zawodowego i pomoc w skutecznej realizacji jego zadań. Także pomoc tym, którzy ten zawód obrali sobie za przedmiot studiów. Myślę, że w tym zakresie czegoś tam udało się dokonać…
Urbanista w szerokim sensie to osoba zajmująca się zawodowo lub naukowo rozwojem miast, zatem urbanistą może być np. ekonomista lub socjolog. Natomiast w wąskim rozumieniu urbanistą jest ten, kto opracowuje plany zagospodarowania. Mam wrażenie, że redakcja miesięcznika „Urbanista” skłaniała się raczej ku pierwszej wizji, ale do wielu osób przemawia raczej ta druga. Czy to nie utrudniało dotarcia do czytelników?
Na temat „doktryny urbanistyki” toczy się właśnie poważna dyskusja w środowisku naukowym, zainicjowana przez TUP. Mówiąc najkrócej, mój pogląd jest taki, że najpierw trzeba wyznaczyć i usystematyzować obszary działania a dopiero później je ponazywać, a nie odwrotnie. Trzeba też mieć odwagę uznać, że postęp eliminuje pewne zawody i generuje nowe i że przy pomocy aksjologii nie da się zmienić rzeczywistości, ale można ją wykoślawić. Nie wiem czy tytuł miesięcznika utrudniał dotarcie do czytelników – tematyka, w moim przekonaniu, całkowicie się w nim mieściła.
„Urbanista” zastąpił ukazujące się wcześniej czasopismo „Miasto”. Obecnie natomiast nie ma w Polsce periodyku poświęconego kompleksowemu zagadnieniu gospodarki przestrzennej. Czy uważa Pan, że w dobie mediów elektronicznych tradycyjna forma przekazu straciła znaczenie? Czy też może lukę na rynku wypełni inne pismo?
Były przynajmniej trzy „Miasta”. To pierwsze, wydawane jako „organ” TUP do lat 80. ubiegłego wieku, drugie bardziej niezależne redagowane przez późniejszego ministra budownictwa Aleksandra Paszyńskiego na przełomie lat 80. i 90. oraz kolejne, wydawane do zeszłego roku przez prywatną oficynę w Poznaniu pod patronatem ZMP. Każde było inne, nasz „Urbanista” próbował nawiązywać do tego pierwszego, które przy oczywistych ograniczeniach tamtego okresu, było bardzo cenionym pismem fachowym. Dzisiaj problematyką projektowania urbanistycznego, a więc dziedziną związaną ściśle z realizowaniem inwestycji budowlanych, zajmują się czasem pisma skierowane do architektów, a w aspekcie prawnym i ekonomicznym magazyny „nieruchomościowe”. Są także periodyki naukowe, które poruszają ciekawie wiele zagadnień z tej dziedziny w różnych skalach i z różnych perspektyw, ale to źródła bardzo rozproszone i trudno dostępne a teksty napisane niełatwym językiem. Pisma o takim profilu i ogólnopolskim zasięgu, jak był „Urbanista”, rzeczywiście nie ma.
Na drugie pytanie odpowiem tak: wynalazek fotografii miał zabić malarstwo, jak powstało kino, miał upaść teatr, a gramofon miał zastąpić sale koncertowe; powstanie internetu ma zakończyć 500-letnią historię druku? Nie sądzę. W każdym razie nie sądzę, żeby to nastąpiło szybko.
Uważam, że pismo o racjonalnym gospodarowaniu przestrzenią jest bardzo potrzebne. Przestrzeń jako dobro ograniczone i cenniejsze niż każdy z jego składników z osobna, jako dobro niezastępowalne wymaga troski i pielęgnowania przynajmniej z takim przekonaniem jak człowiek, przyroda, środowisko, bo żadne z tych dóbr nie może istnieć bez przestrzeni.
Redakcja miesięcznika „Urbanista” zamierza poświęcić się obecnie tworzeniu portalu internetowego urbanista.pl. Czy ta zmiana oznacza tylko zmienioną formę przekazu, czy też zmieni się również treść przekazywanych informacji i sposób podejścia do czytelnika? Czy portal ma być skierowany do podobnego grona odbiorców jak miesięcznik?
Jako wydawca obcuję z komputerem od 25 lat i jestem stałym użytkownikiem internetu odkąd stał się u nas osiągalny. Doceniam w pełni wartości informacyjne tego medium, może jestem natomiast bardziej niż pokolenie już wychowane na internecie ostrożny w korzystaniu z niego. Uważam, że nie da się przenieść w 100% funkcji medium papierowego do sieci, dlatego z naszego portalu (poza skupieniem się na polityce miejskiej) będziemy sprzedawać papierową „bibliotekę urbanisty” (dwa nowe tomy w przygotowaniu). Myślę, że to, czego dzisiaj najbardziej brakuje to wiedza podstawowa, której powinny dostarczać podręczniki, ale ich nie ma. A zwłaszcza nie ma dobrych… Druga rzecz to „good practice”: rosną w samorządach zastępy urzędników w wydziałach strategii, rozwoju, urbanistyki, bo są po prostu potrzebni. Wielu z nich oczekuje wsparcia i wielu tym co robią interesuje się szerzej, powiedzmy globalnie. Nawet slumsami w Kalkucie…
W tym roku odbędzie się w Poznaniu III Kongres Urbanistyki Polskiej. Czego oczekuje Pan po tym wydarzeniu?
Osiem lat temu byłem w gronie osób, które były inicjatorami ustanowienia takiego cyklicznego forum, jako jednej z form komunikacji ze społeczeństwem i pewnego rodzaju narzędzia nacisku na decydentów, zwłaszcza wobec marnej kondycji naszego ładu przestrzennego. Pierwsze dwa kongresy w Gdańsku i Wrocławiu uznałbym za spotkania udane i nienajgorzej nagłośnione medialnie. Jak będzie w Poznaniu trudno wyrokować. Istnieją bardzo poważne gremia, które nad tym pracują, by III kongres był równie ciekawy jak poprzednie. Ważne są też na takich kongresach łatwe do zapamiętania hasła – dziś bym widział na przykład takie: „szanujmy przestrzeń!”.
Osobiste refleksje?
Jest ich oczywiście wiele, zbyt wiele by je tu wszystkie deklarować, a wybór zawsze
coś wartościuje. Zaryzykuję więc podzielić się takimi trzema:
1) Ważne idee cywilizacyjne przebijają się z trudem. Tak było z higieną, ochroną przyrody, środowiska, klimatu… Jak spojrzeć na ilość celów społecznych podjętych i osiągniętych w XX wieku, to lista ta wygląda imponująco. Nie ma powodów by twierdzić, że w XXI wieku będzie inaczej, więc na realizację idei ładu przestrzennego patrzę z optymizmem…
2) Pokonanie kryzysu w polskiej gospodarce przestrzennej zależy od zmiany nastawienia ludzi do otaczającego świata. Jeśli nie da się ich przekonać to trzeba kazać, jak to zrobiono za czasów Sławoj-Składkowskiego. Destrukcja przestrzeni to jak „chodzenie za stodołę” - nie tylko sprawa „estetyki”.
3) Krzewienia idei ładu przestrzennego i trwałego rozwoju należy oczekiwać od nowego pokolenia „wykształciuchów”, m.in. coraz liczniejszej grupy absolwentów kierunku „gospodarka przestrzenna”, ale silnej wolą współdziałania, zorganizowanej w ruch społeczny zdolny wywierać presję na polityków i media. Takie warunki do działania oferuje np. Towarzystwo Urbanistów Polskich, stowarzyszenie o ponad osiemdziesięcioletniej tradycji, którego potencjał stanowczo nie jest wykorzystany, takie możliwości dawało czasopismo „Urbanista”…