SPOŁECZNOŚĆ    login: hasło: zapamiętaj: REJESTRACJA | NEWSLETTER
sobota, 18 listopada 2017 roku
Imieniny: Klaudyny, Romana, Tomasza
regioportal.pl - rozwój lokalny i regionalny
dodaj do ulubionych podyskutuj na forum mapa portaluformularz kontaktowy
SZUKAJ W:  tekstach
szukana fraza:
występująca w:
w dziale:
autor:
sortuj według:
znajdujesz się w:
środa, 20 lutego 2008

Regiony peryferyjne nie są z góry skazane na marginalizację - wywiad z dr T. G. Grosse

opracowanie: Piotr Siłka
źródło: RegioPortal
polecany:  
  • aktualna ocena: 3.17/6
Facebook Twitter drukuj artykuł do PDF drukuj artykuł wyślij link do artykułu
rozmiar tekstu: powiększ czcionkę tekstu pomniejsz czcionkę tekstu

"Motorem rozwoju każdego regionu są jego główne miasta, zwłaszcza metropolie. Ale niedobrze, kiedy te ośrodki „odrywają się” od swojego otoczenia regionalnego. Należy je więc połączyć sieciami współpracy z własnym regionem, ale również tworzyć siatki kooperacyjne, które dzięki zachętom publicznym będą pobudzać rozwój także w słabiej rozwijających się regionach."  Zapraszamy do lektury wywiadu z dr  Tomaszem Grzegorzem Grosse, ekspertem Instytutu Spraw Publicznych.

Piotr Siłka: Niedawno ukazała się Pana najnowsza książka "Gospodarka informacyjna na peryferiach". Skąd wziął się pomysł na publikację poświęconą takiej tematyce?
dr. Tomasz Grzegorz Grosse: Podstawową przyczyną napisania tej książki było przekonanie, że regiony peryferyjne nie są z góry skazane na marginalizację. Oczywiście wszyscy wiemy, że nie mają podstawowych zasobów pozwalających na dynamiczny rozwój: naukowych, badawczych, ludzkich, finansowych itp. Jednak, to nie znaczy, że są pozbawione szans rozwojowych. W książce prezentuję przykłady regionów, którym udało się zerwać z pułapką peryferyjności i z czasem zaczęły rozwijać się bardzo dynamicznie, także w najbardziej nowoczesnych i innowacyjnych obszarach gospodarki. Tak więc sukces jest możliwy, choć niełatwy. Wymaga spełnienia wielu warunków i długotrwałej strategii rozwojowej.
Rynek w Zamościu
pokaż dodatkowe informacje
fot. Maria Śmietanka
Rynek w Zamościu
Jedną z głównych myśli książki jest propozycja prowadzenia dwutorowej polityki wobec regionów peryferyjnych, po pierwsze unowocześnienie endogenicznych zasobów regionalnych, a po drugie budowanie nowego zasobu endogenicznego. Jak Pan w takim razie ocenia Program Operacyjny Rozwój Polski Wschodniej, który z tych dwóch kierunków został zaniedbany i jakie zmiany powinny być w dokumencie wprowadzone?
Na początku pragnę wyjaśnić znaczenie tych dwóch typów strategii. Obie są innowacyjne, ale pierwsza jedynie unowocześnia zastane zasoby regionalne (np. modernizuje gospodarkę rolną). Natomiast druga stopniowo buduje zupełnie nowe zasoby, które umożliwią dywersyfikację gospodarki regionalnej i rozwój nowych obszarów innowacji. Działania kolejnych rządów, ale i wielu władz regionalnych i lokalnych wobec województw wschodnich były z reguły zachowawcze i skierowane na tradycyjne formy wspierania rozwoju. Brakuje bardziej innowacyjnego podejścia, które łączyłoby oba nurty strategiczne w praktyce polityki regionalnej. Zaletą Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej jest to, że jest to jeden z nielicznych instrumentów rządowych kierowany do wybranych regionów problemowych, a także to, że w porównaniu do wcześniejszych inicjatyw ma większy zakres działań skierowanych na pobudzenie innowacyjnej gospodarki.
Stwierdza Pan również istotne osłabienie rządowej polityki regionalnej w Polsce, czego potwierdzenie jest np. rezygnacja z Narodowa Strategia Rozwoju Regionalnego (NSRR) czy brak działań krajowych? Czy Strategia Rozwoju Kraju (SRK) nie zastąpiła tego dokumentu należycie?
Niestety SRK nie zastąpiła Narodowej Strategii Rozwoju Regionalnego, choć diagnozowała sytuację w poszczególnych województwach i prezentowała główne priorytety regionalnych programów operacyjnych. Zabrakło jednak zintegrowanego podejścia, które wskazywałoby na to jakie są najważniejsze priorytety polityki regionalnej rządu oraz wynikające z nich instrumenty wsparcia.
W książce wspomina Pan również o pomocy bardziej rozwiniętym regionom, jakie instrumenty wsparcia proponuje Pan dla nich?
Powinny być to działania budujące nie tylko potencjał innowacyjności i konkurencyjności w skali międzynarodowej, ale również umożliwiające transfer doświadczeń i wiedzy do słabiej rozwijających się regionów. Motorem rozwoju każdego regionu są jego główne miasta, zwłaszcza metropolie. Ale niedobrze, kiedy te ośrodki „odrywają się” od swojego otoczenia regionalnego. Należy je więc połączyć sieciami współpracy z własnym regionem, a także tworzyć siatki kooperacyjne, które dzięki zachętom publicznym będą pobudzać rozwój także w słabiej rozwijających się regionach. Ponadto, polityka regionalna wobec regionów rozwiniętych powinna być ściśle skorelowana z rządową polityką innowacyjną (Narodowym Systemem Innowacji), a także powinna przygotowywać najlepsze ośrodki badawcze i przedsiębiorstwa z tych regionów do uczestnictwa w unijnej polityce innowacyjnej.
Jak w Pana ocenie samorządy regionalne wywiązały się z przygotowania Regionalnych Programów Operacyjnych? Czy są to dobre dokumenty? Które regiony według Pana najlepiej je przygotowały pod względem budowania właściwych podstaw do dalszego rozwoju?
Regionalne programy operacyjne zaprojektowane na okres 2007-2013 są dokumentami znacznie bardziej dojrzałymi niż ZPORR 2004-2006, bardziej odważnie projektującymi działania wspierającymi rozwój innowacyjnej gospodarki. Na tym tle wyróżnia się m.in. program województwa dolnośląskiego i lubelskiego.
Skrytykował Pan również jeden z głównych instrumentów polityki regionalnej w Polsce czyli kontrakty wojewódzkie. Czy ich nowa forma po wejściu ustawy o zasadach prowadzenia polityki rozwoju, czyni je bardziej efektywnymi narzędziami?
Niestety nie. Kontrakty służą dofinansowaniu regionalnych programów operacyjnych i stopniowemu zamykaniu dawnych inwestycji centralnych, które nierzadko pochodzą jeszcze z okresu PRL. Trudno nazwać więc ten instrument instrumentem rządowej polityki regionalnej, który w ukierunkowany sposób wspiera rozwój problemów regionalnych i realizuje politykę rządu w zakresie rozwoju regionalnego. Jaka jest ta polityka zresztą nie do końca wiadomo, gdyż nie ma NSRR.
Jak Pan ocenia ostatnie posunięcie MRR w sprawie skrócenia listy projektów kluczowych i priorytetowych na rzecz konkursów?
Co do zasady uważam, że na szczeblu centralnym nie powinno się wyznaczać zbyt wiele konkretnych projektów realizowanych w regionach. Jeśli już, to powinny być to strategiczne projekty zgodne z celami rządowej polityki gospodarczej i regionalnej. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że zbyt wielka liczba projektów ustalanych przez rząd służy centralizacji systemu lub rozdawnictwu funduszy w celach nagradzania klienteli politycznej w terenie. Mam jednak świadomość tego, że kiedy już zostały wyznaczone projekty do realizacji – trudno jest odbierać pieniądze zainteresowanym władzom samorządowym.
Na koniec dwa pytania dotyczące szerszej perspektywy.
Coraz więcej mówi się o zmianie polityki spójności; jakie głosy, tendencje są teraz najbardziej widoczne? Czy przewiduje Pan jakąś znaczącą zmianę jakościową, czy ciągle brak jest woli politycznej do takich reform?
Głównym zagrożeniem polityki spójności jest to, że zostanie ograniczona do tradycyjnych inwestycji infrastrukturalnych i społecznych realizowanych jedynie w najsłabiej rozwijających się regionach. Jest to tendencja, która w istocie zmierza do stopniowego ograniczania tej polityki zarówno merytorycznie, jak i budżetowo. Podstawowym pytaniem jest więc to, w jaki sposób bronić się przed takimi zmianami? Według mnie odpowiedzią jest zwiększenie nacisku na działania innowacyjne, prowadzone zarówno w regionach silniejszych, jak również słabiej rozwijających się. Polityka spójności powinna być radykalnie przesunięta w stronę realizacji strategii lizbońskiej, zaś cele tej strategii bardziej skupione na innowacyjnej gospodarce.
Jaki kierunek zmian dla Polski jest najbardziej pożądany i jakie stanowisko powinna zająć Polska?
Podstawowym wyzwaniem dla Polski jest realizacja dwóch równoległych celów: po pierwsze zapewnienie wysokiego poziomu finansowania polityki spójności po roku 2013, po drugie skierowanie tej polityki na cele, które będą w największym stopniu budować szanse rozwojowe polskiej gospodarki i jej konkurencyjność międzynarodową. Te dwa podstawowe cele należy przekuć na postulaty merytoryczne i organizacyjne, a także umiejętnie rozegrać taktycznie w trakcie negocjacji europejskich.
Dziękuję uprzejmie za rozmowę.

Dr Tomasz Grzegorz Grosse jest ekspertem Instytutu Spraw Publicznych specjalizującym się w problematyce europejskiej polityki spójności a także polityce regionalnej i innowacyjnej. Ostatnio opublikował książkę zatytułowaną Innowacyjna gospodarka na peryferiach? (2007). Do druku przygotowuje publikację książkową poświęconą przyszłości integracji europejskiej pt. Europa na rozdrożu.
 

polecam tekst:  
  • aktualna ocena: 3.17/6
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
ocena: 3.2 / 6 - głosowano 63 razy
liczba komentarzy do tego tekstu: 0

Do tej pory nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu.
Możesz być pierwszy, wyraź swoją opinię.

  

Listopad 2017
PWŚCPSN
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Grudzień 2017
PWŚCPSN
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
ZOSTAŃ NASZYM FANEM
Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!
© 2007-2017 RegioConsulting.pl
ISSN 1897-3639.