wtorek, 22 stycznia 2008
Czy czeka nas prawdziwa rewolucja w planowaniu przestrzennym?
opracowanie: Filip Sokołowski
Chcąc budować napięcie, można by rzec, że władztwo planistyczne gmin nie było jeszcze nigdy, tak bardzo zagrożone jak teraz. Odpowiedzialne za ten stan rzeczy jest Ministerstwo Infrastruktury, które wysuwa coraz to odważniejsze propozycje związane z reformą planowania przestrzennego w Polsce.
Nie mając pomysłu, jak zmusić gminy do uchwalania miejscowych planów, postanowiło zwolnić je z tego obowiązku. Zgodnie z założeniami do nowej ustawy o zorganizowanym budownictwie mieszkaniowym na terenach, które nie mają miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, ale są objęte studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania, deweloperzy i prywatni inwestorzy będą mogli przedstawiać własne plany urbanistyczne. Plany urbanistyczne będą dokładnie określały, jakiego rodzaju budynki mają powstać na danym terenie i jakie będzie jego dokładne zagospodarowanie. Plany urbanistyczne będą swojego rodzaju planem zagospodarowania przestrzennego dla danego osiedla. Deweloperzy i inwestorzy będą je przedkładali gminie i mieszkańcom, którzy w ciągu miesiąca będą mogli zgłaszać swoje uwagi. Po upływie tego czasu będzie można rozpocząć realizację inwestycji. To wariant optymistyczny, uznający brak jakichkolwiek protestów i uwag. Jaki jest wariant pesymistyczny, póki co niewiadomo.
Nie trudno się domyślić, że ów rewolucyjna propozycja spotkała się z krytyką samorządowców. Uważają oni, że pomysł Ministerstwa uderza we władztwo planistyczne gminy, która utraci kontrolę nad zagospodarowaniem swojego terytorium. Negatywne skutki będą wiązały się także z nadmiernym rozrostem stref peryferyjnych, a co za tym idzie gigantycznymi kosztami związanymi z budową nowej infrastruktury. Koszty te będzie musiała ponieść gmina, bo przecież partnerstwo publiczno – prywatne w Polsce nie funkcjonuje wcale. Samorządowcy zgadzają się, że zmiany w planowaniu przestrzennym są niezbędne, ale powinny opierać się raczej na skróceniu i uproszczeniu procedury tworzenia planów, a nie na całkowitej ich likwidacji.
Temat zmian w polskim systemie planowania przestrzennego stale powraca. Co rusz to pojawiają się nowe propozycje uzdrowienia istniejącego stanu rzeczy. Większość z tych propozycji ma na celu ułatwienie realizacji inwestycji. Czy to jest dobry kierunek? Do czego on prowadzi? Kto zyska na tych zmianach, a kto straci i w końcu jaką rolę w systemie planowania będzie pełnił urbanista? Na gruncie zmian proponowanych przez Ministerstwo Infrastruktury pojawia się wiele pytań, które są dobrym pretekstem do dyskusji.